4 kwietnia 2013

Rozdział 5 cz. II

- Nikola, stój! - słyszysz głos Michała, lecz nie reagujesz. Nie powstrzymujesz się i po policzkach płyną Ci łzy. Nie odwracasz się ani razu. Nie przystajesz, nie zwalniasz, a wręcz przeciwnie. Idziesz coraz szybciej. Zaczynasz biec. Michał nie robi nic, aby Cię zatrzymać. Zapłakana wracasz do domu i rzucasz się na łóżko. Cały czas zastanawiasz się, co dokładnie słyszał. Sądząc po jego reakcji, nie był świadkiem całej rozmowy. Inaczej nie przyszłoby mu do głowy, że zostałaś z nim dla dziecka, przecież o ciąży dowiedziałaś się później...

***
Już jako nastolatka, przez własną głupotę, nabawiłaś się anemii. Śmiałaś się, że w waszej rodzinie choroba ta jest chyba dziedziczna, bo męczyła się z nią Twoja matka, ciotka i kuzynka. Wszyscy jednak przyczyn anemii szukali u Ciebie gdzie indziej. Chciałaś za wszelką cenę osiągnąć idealną figurę. Prawie nic nie jadłaś, a ćwiczyłaś tyle, ile miałaś sił. W dodatku prawie nie sypiałaś. Nic dziwnego, że organizm się zbuntował. W ogóle o siebie nie dbałaś. Teraz sytuacja się powtarzała. Miałaś tyle spraw na głowie, że na nic nie miałaś czasu. Prawie nic nie jadłaś, ciągłe nerwy, zamieszanie, mało snu. Biegałaś jak szalona. Kiedy znowu pojawiło się złe samopoczucie, do tego zmęczenie i zasłabnięcie, wiedziałaś, że problem powrócił. Oddałaś krew i czekałaś na znaną Ci diagnozę. Z gabinetu wyszłaś jednak w ogromnym szoku. Nie wierzyłaś w to, co właśnie usłyszałaś. Zachowywałaś się jakby to do Ciebie nie docierało. Jak to możliwe? No, tak... Głupie pytanie. Tego samego dnia udało Ci się umówić na wizytę do ginekologa. 
- Musimy porozmawiać. - zaczęłaś niepewnie podczas kolacji. Na Twoje słowa Michał zamarł. Nie rozumiałaś, dlaczego. - Zrobiłam dziś badania. Jestem w ciąży. - powiedziałaś prawie, że szeptem. Bałaś się jego reakcji. W końcu sama jeszcze nie oswoiłaś się z myślą, że za 8 miesięcy będziesz mamą. Michał wyglądał jakby zamarł. Przez chwilę wpatrywał się w pusty talerz, a potem w Ciebie. Za nim szatyn zaczął skakać z radości i krzyczeć, że jest najszczęśliwszym facetem na ziemi, odniosłaś wrażenie jakby odetchnął z ulgą...

***
Na wspomnienie tej sytuacji rodzą się w Tobie kolejne pytania. Czy dlatego tak zareagował? Czy naprawdę myślał, że go zostawisz? Tego się bał?  Dlaczego? To wszystko przez Twoją rozmowę z Martą? Coraz bardziej obwiniasz się o wasze niepowodzenie. Nie żałujesz ślubu, ani razu nie żałowałaś. Wszystkich wątpliwości pozbyłaś się już tamtego wieczora. Marta pomogła Ci wszystko zrozumieć. Już wtedy wiedziałaś czego chcesz. A chciałaś być z Michałem. Wszystkie wasze problemy zaczęłaś tłumaczyć sobie nerwami związanymi z przygotowaniami. W końcu byliście strasznie zabiegani. Na nic nie mieliście czasu, a tyle jeszcze było niezrobione. Miałaś nadzieję, że kiedy wszystko się uspokoi, to wszystko między wami wróci do normy. Teraz dopiero zaczynasz rozumieć, dlaczego tak się nie stało. Tylko dlaczego Michał nie porozmawiał z Tobą o tym, co usłyszał? Dlaczego tyle czasu to w sobie dusił? Z nerwów nie możesz spać...

Po raz pierwszy odkąd jesteście razem Michał nie wraca po kłótni na noc. Może to i lepiej? Nie byłabyś w stanie teraz na niego spojrzeć. Nie chcesz się z nim spotkać, kiedy przyjdzie po rzeczy na trening, dlatego wychodzisz wcześniej do pracy. Jednak przez cały dzień nie możesz się na niczym skupić. Szatyn nie zadzwonił, a nawet nie napisał. Czujesz kolejne ukucie w sercu, kiedy wracasz do mieszkania i zdajesz sobie sprawę, że jego w nim nie ma. W ogóle go nie było. Jego rzeczy jak leżały, tak leżą. Drugą noc z rzędu wypłakujesz się w poduszkę. Nie wiesz, że w tym samym czasie on siedzi załamany u przyjaciela. Nie wiesz, że boi się wrócić. Nie ma odwagi spojrzeć Ci w oczy. Nie po tym, co Ci powiedział. Chociaż wydawać może się to mało prawdopodobne jego słowa bolą go jeszcze bardziej niż Ciebie. Czuje, że zawalił mu się cały świat i to w dodatku z własnej winy…


Rano spoglądasz w lustro i jedyne, co widzisz to czerwone i podkrążone oczy. Wyglądasz strasznie, a czujesz się jeszcze gorzej. Nie jesteś w stanie zjeść śniadania. Z trudem szykujesz się do pracy. Zamierasz, kiedy otwierasz drzwi, a przed nimi stoi ON. Stoisz jak wryta, a przecież jego widok wcale nie powinien Cię paraliżować. Michał również nie wygląda najlepiej.
- Przepraszam. – mówisz oschle, chcąc go wyminąć.
- Nikola, poczekaj… - dopiero teraz unosi wzrok i spogląda na Ciebie.
- Śpieszę się. – nie masz siły, aby teraz z nim rozmawiać.
- Proszę… – nie widziałaś go tak przybitego, a mimo to odsuwasz się, kiedy próbuje złapać Cię za dłoń.
- Spóźnię się do pracy. – szybko go wymijasz i wychodzisz. Ucieczka. Tylko można nazwać Twoje zachowanie. Uciekłaś ciałem, jednak nie możesz uciec duchem. Znowu zadręczasz się przez cały dzień i myślisz tylko o nim. Wiesz, że to zaszło za daleko. Wiesz, że musicie porozmawiać, a jednak nie jesteś w stanie sobie tego wyobrazić. Co miałabyś mu powiedzieć? Co możesz usłyszeć? Boisz się, jak nigdy dotąd. Ze strachu zostajesz dłużej w pracy. Kiedy przekręcasz klucz w drzwiach, oddychasz z ulgą, ponieważ słyszysz szum lejącej się wody w łazience. To śmieszne, ale cieszysz się z kilku dodatkowych minut, które odwleką to, co nieuniknione…
- Wróciłaś… - sztywniejesz i o mało nie rozlewasz zawartości dzbanka, kiedy słyszysz jego zachrypnięty głos. Robi Ci się gorąco, a serce zaczyna bić szybciej.
- Owszem... – odpowiadasz niepewnie. - Dziwne, że Ty wróciłeś...
- Porozmawiajmy. – podchodzi bliżej, a Ty odwracasz się w jego stronę i patrzysz mu prosto w oczy. Co można z nich wyczytać? Skruchę? Żal? Pustkę? A może radość?
- Mamy o czym? – pytasz drwiąco.
- Mamy. – jest spokojny, ale i stanowczy. Nie daje Ci się wyprowadzić z równowagi. Unosi rękę i chcę Cię dotknąć, lecz cofa ją drugi raz dzisiejszego dnia. Mierzysz go wzrokiem. Nie chciałaś, żeby Cię dotykał, ale kiedy znowu się wycofuje czujesz się rozczarowana i zawiedziona. Dlaczego tak łatwo się poddaje? Dlaczego nie walczy o swoje? Zawsze robił to, co chciał. To na co miał ochotę. Dlaczego teraz tak łatwo Ci ulega?
- A ja myślałam, że nie... – wzruszasz ramionami i przykładasz szklankę do ust. – Rano się wyprowadzę… Za nim mnie wyrzucisz. - dodajesz pod nosem.
- CO?! -Twoje słowa bardzo go zaskakują. Stoi jak wryty. Widzisz jak zaciska wargi i policzki. Robi się zły. Przez myśl przychodzi Ci nawet, że go ranisz, ale szybko to od siebie odrzucasz. Czy on wie jak Ty cierpiałaś? Nie, bo go nie było. Nie wrócił, nie przyszedł, a nawet nie odezwał się po tym wszystkim. Chyba to masz mu najbardziej za złe. Próbowałaś sobie wmówić, że to nieporozumienie, ale jego zachowanie nie tylko Cię boli, ale i denerwuję. - O czym Ty mówisz?! Nikola, proszę Cię. Nie zachowuj się tak. Porozmawiajmy. – w kółko mówi to samo. Chciałabyś, aby zacząć krzyczeć albo przepraszać, błagać, a tymczasem stoi przed Tobą niewzruszony i obojętny. Dlaczego tak strasznie się kontroluje? Dlaczego nie da się ponieść emocjom? Dlaczego znowu coś w sobie dusi?
- Niech chcesz mnie, nie chcesz tego dziecka, a ja nie chcę teraz z Tobą rozmawiać... – zdajesz sobie sprawę, że to bez sensu. Ta rozmowa nie ma sensu. Próbujesz go wyminąć, lecz łapie Cię za rękę. - Zostaw... 
- Nikola…
- Co?! – nie wytrzymujesz i unosisz głos. – Ciągle tylko Nikola i Nikola. Czego Ty chcesz? Jeszcze masz coś do powiedzenia? - milczy. - Michał, ja… Nie mam na to siły. – do oczu napływają Ci łzy. - Puść mnie.
- Przepraszam... Nikuś, przepraszam. - puszcza Twoją dłoń i chce złapać Cię za podbrudek, lecz odwracasz twarz. - Wiesz, że to nieprawda. Nie myślę tak. Nie myślałem, kiedy to mówiłem…
- Proszę, przestań...
- Nikola kocham Cię! Przecież wiesz... -słyszysz jak jego głos zaczyna się łamać. - Kocham Ciebie... Kocham nasze dziecko... - mówi coraz ciszej, a w Tobie coś się zaciska.
- Tak będzie lepiej… - mówisz z trudem.
- Dla kogo lepiej?! Dla mnie? Na pewno nie! Chyba dla Ciebie...
- Dla nas Michaś... Dla nas. - powtarzasz szeptem. Głaszczesz go po policzku, chcąc nacieszyć się jego dotykiem. Jego zarost drażni Twoją dłoń. Stoicie tak przez chwilę, po czym wymijasz go i idziesz do pokoju. Sięgasz po torebkę i ostatni raz odwracasz się w stronę szatyna. Stoi bezradny na środku kuchni i jedynie odprowadza Cię wzrokiem. Patrzy na Ciebie, ale masz wrażenie, że wcale Cię nie widzi. Jego spojrzenie jest pełne bólu. Po raz pierwszy widzisz go w takim stanie. Po Twoich policzkach kolejny raz płynął łzy. Najchętniej podbiegłabyś do niego. Przytuliła się do niego z całych sił i zapomniała o tym całym koszmarze. Ledwo się powstrzymujesz. Robisz krok w przód i znowu przystajesz. Nie możesz. Odwracasz się i idziesz do drzwi. Michał Cię nie zatrzymuje. Znowu nie robi nic..., a to chyba boli jeszcze bardziej. Wiedziałaś, że będzie ciężko, ale nie przypuszczałaś, że aż tak. Zdajesz sobie sprawę, że cierpicie oboje, ale głęboko wierzysz, że to może wam jeszcze pomóc... Na to liczysz, bo kochasz go najbardziej na świecie.


Jak często wydaje nam się, że robimy słusznie, a tak wcale nie jest?